środa, 12 lutego 2014

Rozdział 8

                                                   * Oczami Zuzanny *

         Nasza rozmowa się ciągnęła w nieskończoność. Dowiedziałam się o nim naprawdę wiele. Muszę przyznać, że ma bardzo ciekawą osobowość. Naprawdę przyjemnie mi się z nim rozmawiało. Kiedy wymienialiśmy się informacjami mój wzrok zjechał odrobinę w dół i wbił się w jego usta. O rany, jak ja chciałam ich dotknąć, pocałować."Aa przestań!" - mówiłam w sobie w myślach. Po chwili spojrzałam na jego piękne, zielone oczy. Nie mogłam się od nich oderwać. Było gorzej. Patrzyłam w nie tak, tak głęboko, że miałam wrażenie, że jestem coraz bliżej niego. Wnet zgasło światło, telewizor, wszystko przestało działać. Ogarnęła nas ciemność. Nie wiedzieliśmy co się stało. Spojrzałam przez okno, na całym osiedlu było ponuro. Po chwili dowiedzieliśmy się, że coś zerwało linie wysokiego napięcia i awaria może potrwać nawet kilka dni. Pomyślałam, że może czas iść do domu - wcale tego nie chciałam, po prostu było mi głupio. On znowu mnie zatrzymał.
 - Zostań jeszcze trochę.- złapał mnie z nadgarstek i popatrzył błagalnym wzrokiem.
 - Harry...- popatrzyłam na niego- zasiedziałam się.

 - Oj no... przecież się nie wprosiłaś. Nie każ mi prosić dwa razy, a poza tym teraz jest tak ciemno...- poprowadził mnie na kanapę - a ja boję się ciemności.- zażartował.
 - Aa..dobra.- uległam i padłam na kanapę.
 - Idę po świeczki, poczekaj chwilę. 

Oczywiście czekałam. Szczerze mówiąc, miałam wrażenie, że rozkochuje mnie w sobie, ale nie wiem czy specjalnie, czy to ja się w nim zauroczyłam. Nie chcę tego. Jeśli będzie taki jak Justin? Sprowadzi mnie na złą drogę i zniknie? A jeśli będzie taki jak Niall? Wyjedzie potem wróci i znowu go stracę? "Nie. Stop! O czy ja myślę."- mówiłam sobie w głowie. Wtedy wrócił Harry. Postawił świece na stoliku obok nas, na parapecie przy oknie i na blacie w kuchni. Było ślicznie, nastrojowo i tak... romantycznie. W związku z tym, iż nie było światła zostało też wyłączone ogrzewanie przez co zrobiło mi się zimno. Powiedziałam to Harry'emu. Wstał, poszedł do sypialni i wrócił z kocem. Rozłożył go, usiadł na kanapie z szeroko wyciągniętymi ramionami i kiwnął głową na znak, że mam się do niego przysunąć. Zrobiłam to. Trochę się krępowałam, ale było cudownie. Wiem to trochę dziwne, ale... czułam się jakbyśmy się znali od dziesięciu lat.
 - Wiesz...- zaczął - Muszę ci coś powiedzieć.
 - Tak?
 - Może wydać ci się to dziwne, ale mam wrażenie, że znamy się już naprawdę długo. Pierwszy raz czegoś takiego doświadczam. Znam osobę kilka dni, a wydaje mi się jakby to było kilka lat. 

 - Rozumiem... Mam tak samo.- wtedy przytulił mnie mocniej. 
Nie no... przecież to nie mogło tak być. Znaliśmy się za krótko, a to wszystko działo się za szybko. Musiałam coś z tym zrobić. Musiałam stamtąd wyjść. Tym razem mnie nie zatrzymywał. Odprowadził mnie do moich drzwi.
 - A zanim wejdziesz...- złapał moją twarz w dłonie i czule pocałował. Uśmiechnęłam się i szybkim krokiem weszłam do mieszkania. Mocno oparłam się na drzwiach, wzięłam głęboki oddech i popatrzyłam do góry przygryzając wargę, po czym zamknęłam drzwi na klucz. Jej... trochę nie mogłam uwierzyć, że to się stało naprawdę. Nie wszystko poszło po mojej myśli, ale w jakby nie było pragnęłam tego. Dotyku jego ust. Były takie... ciepłe i delikatne, jak marzenie.

          Wzięłam szybki prysznic i poszłam ze świeczką do sypialni, położyłam ją na stoliku nocnym. Kiedy leżałam już w łóżku chcąc zasnąć, coś mi nie pozwalało. Mianowicie myśl o nim. Cały czas miałam w głowie Harry'ego. Jego usta, jego...oczy, delikatność... Ja chyba naprawdę się w nim zakochałam. To jest coś na miarę miłości od pierwszego wejrzenia, choć nie można nazwać tego miłością. Zauroczenie, tak, to dobre określenie.
              
                                     * Miesiąc później *

       Dzisiaj rano, gdy słodko spałam obudził mnie dzwonek do drzwi. Ubrałam szlafrok i zobaczyłam przez dziurkę w drzwiach, że przyszedł do mnie Harry. Otworzyłam drzwi i poszłam do łazienki, by się trochę ogarnąć. Miałam twarz nad umywalką i ktoś złapał mnie w pasie. Szybko otarłam twarz i usłyszałam:
 - Witam, panią. - powiedział Harry.
 - No witam, witam. - pocałował mnie w policzek.

 - No. To dzisiaaaaj zabieeram cię na majowy pikniczeek. Co ty na to? - zapytał bujając mnie i położył swoją głowę na moim ramieniu.
 - Mm...okej. O której?
 - O czternastej, będę tuutaj. - dał buziaka w drugi policzek i wyszedł.
        Przyszedł czas spotkania, szatyn zapukał do moich drzwi. Wyszłam już gotowa, a Harry zabrał nas na piękną łąkę. Muszę  przyznać, nigdy wcześniej jej nie widziałam. Gdy wysiedliśmy z samochodu Harry wyjął z niego potrzebne rzeczy i usiedliśmy w odpowiednim miejscu. Było cudownie. Słońce, kwiaty, motyle. Dzieliliśmy się jedzeniem, rozmawialiśmy. Sypało się wiele pocałunków. Za chwilę się położyliśmy. Leżeliśmy wtuleni w siebie długo. Po jakimś czasie on zawisł nade mną i wpił się w moje usta przygryzając je. Do wieczora przebywaliśmy w tym cudownym miejscu, a resztę dnia u mnie. Hm...chyba mogę powiedzieć, że Harry i ja... jesteśmy razem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz