niedziela, 2 marca 2014

Rozdział 9

                                      *Oczami Zuzanny*


         Ostatnimi dniami dużo rozmyślałam nad swoim życiem. Czy to przeznaczenie, że poznałam Harry'ego? Czy może przypadek? Czy Niall musiał umrzeć? Czy zwykła ludzka głupota? Nie miałam pojęcia. Niedawno złapało mnie poczucie winy. Czułam się tak, jakbym kogoś zdradzała, odstawiła na bok i zapomniała, jak o rzeczy... 
          Wiem, że Harry jest dla mnie kimś więcej niż partnerem, ale ciągle jeszcze nie zapomniałam o dawnej miłości. Cóż, było minęło lecz nadal mam z nim coś wspólnego - kocham jeść. Jeśli o jedzeniu mowa, zaraz po moich rozmyśleniach poszłam w kierunku kuchni, aby zrobić sobie śniadanie. Przechodząc przez salon o mało co nie dostałam zawału. Na kanapie siedział...Niall. Byłam przerażona, myślałam, że to jakiś żart. Wyglądał jakby na kogoś czekał, a ja stałam wryta w podłogę. Za jakiś czas wydusiłam z siebie:
- Niall, czy to ty?- odwrócił się.

- O Zuzia, wreszcie jesteś. Długo na ciebie czekałem.-blondyn wstał.
- Nie wierzę. Czy to żart? Ty wcale nie umarłeś? Ja nie wierzę własnym oczom.- zaczęłam panikować, miałam kolana z waty.
- Spokojnie. To nie żaden żart.-zbliżył się.
- Ja...nic nie rozumiem.- łzy napłynęły mi do oczu, głos zaczął się łamać.
- Posłuchaj mnie. Nic nie mów, tylko mnie słuchaj. Jestem tutaj, żeby ci powiedzieć, że ja na ciebie nie zasługiwałem, zdradziłem cię, a teraz chcę ci powiedzieć, że mężczyzna, którego poznałaś parę miesięcy temu jest tym właściwym i tym, który cię nie zdradzi, nie zostawi, nie zapomni. Zrozum to, że ty byłaś dla mnie za dobra i nie zasłużyłem, by ktoś taki jak ty był obok mnie. Wiem, że masz mnie czasami w głowie, najczęściej wspomnienia związane ze mną, bo ja zawsze do ciebie przychodzę, gdy o mnie myślisz, tylko mnie nie widzisz, nie wiesz o tym. Jestem wtedy z tobą w myślach. Nie obok ciebie, nie za tobą, nie nad tobą, ale w twojej głowie. Teraz przyszedłem, bo miałaś problem. Pojawiłem się i teraz ci wszystko wyjaśniam. Nie możesz być winna za to, że się zakochałaś i jesteś szczęśliwa. Uwierz, ze mną nie byłoby ci tak dobrze. W rzeczywistości jestem prawdziwym dupkiem. I chcę, żebyś o mnie zapomniała i żyła rzeczywistością, była zadowolona. Takie jest moje ostatnie życzenie i pragnę, abyś je spełniła, a teraz proszę, zapomnij o mnie...Zapomnij...-po tych wszystkich wypowiedzianych słowach powoli rozmył się niczym dym...- Wtedy się obudziłam. Byłam cała spocona i drżałam. Najgorszy sen w moim życiu. Przez długi czas chodziłam przerażona i bałam się zasnąć, żeby to się nie powtórzyło...Hm, może powinnam mu uwierzyć. Myślę, że zmarli nie przychodzą do snów bez powodu. Zazwyczaj dzieje się to wtedy, gdy chcą nam coś przekazać, tak jak Niall mi.

                  Od ostatniej sytuacji minął miesiąc i więcej się to nie powtórzyło. Tak jak mnie prosił starałam się o nim nie myśleć i prawdę mówiąc udawało mi się to bez większych problemów. Zawsze, kiedy jestem z Harry'm zapominam o Bożym świecie, wtedy liczy się tylko on. Będąc pod porannym prysznicem zaczął zdzwonić mi telefon. Na szczęście leżał przy umywalce, więc osuszyłam tylko dłoń i przyłożyłam telefon do ucha.
- Halo?

- Mogłabyś otworzyć drzwi? Stoję tu już chyba z dziesięć minut.
- Harry, głuptasie. Poczekaj moment. - odłożyłam komórkę i owinęłam się w ręcznik. Wsunęłam na nogi klapki i poszłam do drzwi, by je otworzyć.
- Cześć, kochanie. - przywitał się.

- Cześć. - dałam mu całusa w policzek.
- Czy wiesz jaki dziś dzień? - kiwnęłam twierdząco głowią - Dobrze, a w związku z powyższym, zapraszam cię dziś do mnie na kolację. 
- Cudownie. Na pewno przyjdę...- uśmiechnęłam się.
Zbliżył się do mnie, złapał za biodra i czule pocałował, po czym przytulił mnie i powiedział, że czeka, a ja zamknęłam drzwi i wróciłam do łazienki.
                  Zanim się obejrzałam nastał wieczór. Zaczęłam się szykować do wyjścia. Postanowiłam założyć czerwoną sukienkę, czarne szpilki i nie za mocny makijaż. <KLIK> Przygotowywanie się zajęło mi dużo czasu, ale dla Harry'ego musiałam świetnie wyglądać, zwłaszcza, że wtedy były jego dwudzieste trzecie urodziny. Chwyciłam za moją małą czarną kopertówkę i torebkę z prezentem dla szatyna, i wyszłam. Za parę sekund byłam przed jego drzwiami.
- Czeeść, zapraszam. - wpuścił mnie do środka.

Od razu zauważyłam pięknie nakryty stół dla dwojga, przy którym zaraz zostałam posadzona. Za niedługo zjedliśmy pyszną kolację i przenieśliśmy się na kanapę, gdzie długo ze sobą rozmawialiśmy i śmialiśmy, co chwilę pojawiały się małe buziaki, ale nie wytrzymaliśmy. W końcu wpiliśmy się w nasze usta, że nie mogły się rozdzielić. Moje ręce powędrowały pod jego koszulkę, która szybko wylądowała na ziemi, a on jednym ruchem rozpiął moją sukienkę. Nie odrywając się od siebie dotarliśmy do sypialni. 
                   Harry zrzucił ze mnie ubranie i przygniótł plecami do ściany, a ja pozbyłam się jego spodni. 
- Tak długo na to czekałam...- wyszeptałam i objęłam jego biodra nogami. On złapał mnie za pośladki delikatnie położył nas na łóżku. Za moment oderwał się od moich ust i zaczął całować mnie po całym ciele, jego ręce również błądziły. Raz były na pośladkach, raz pod stanikiem, a ja 'miziałam' go po plecach. Potem zamieniliśmy się rolami. Teraz ja 'objęłam stery'. Całowałam go po jego muskułach i brzuchu. Potem znowu wpiłam się w jego usta, a on za chwilę był gotowy. Obróciłam się na plecy i go poczułam. Wydałam z siebie cichy dźwięk zadowolenia i wtedy zaczęła się zabawa. Z każdą chwilą wszystko nabierało tępa. Potem na nim usiadłam i padały czułe, gorące, namiętne pocałunki, które nas rozgrzały. Bardzo mocno go objęłam i lekko przygryzłam ucho, natomiast on całował mnie po szyi. Następnie położył mnie, a jego język wędrował po moim brzuchu od pępka, aż po same wargi. Aż w końcu zapytał:
- Wystarczy?

- Wystarczy.- uśmiechnęłam się szeroko i mocno go przytuliłam.
- To był mój najlepszy prezent urodzinowy jaki kiedykolwiek dostałem.-położył się obok i objął mnie ramieniem. Jestem naprawdę najszczęśliwszą osobą na świecie mając przy sobie takiego mężczyznę. 

Resztę czasu leżałam na nim, cmokając go i bawiąc się jego loczkami. A potem usnęliśmy w objęciach pod jedwabną pościelą...