piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział 3

                     * Oczami Zuzanny *
  
       Od ostatniego zdarzenia minęło kilka dni. W tym czasie w ogóle nie wychodziłam z mieszkania, po prostu nie miałam potrzeby, aż do dzisiaj. W lodówce stare mleko, jogurt i ogórek. W szafce nie było nawet suchej kromki chleba, no cóż, trzeba iść do sklepu. Szukając czegoś do ubrania stwierdziłam, że pasowałoby też kupić sobie jakiś ciuch. Tak też zrobiłam. Po zakupach jedzeniowych wybrałam się do galerii. Akurat trafiłam na wielkie promocje. 
        Po kilku godzinach chodzenia po sklepach zgłodniałam, więc poszłam do fast food'a. Kiedy odebrałam zamówienie zapłaciłam. Gdy zjadłam oczywiście wyrzuciłam pudełka i odłożyłam tacę na miejsce, a odwracając się wpadłam na pewnego chłopaka i zrzuciłam jego tacę na ziemię. Ubrany był w czarne spodnie i biały podkoszulek. 
        - O jejku, przepraszam. Naprawdę nie... Niall?
        - Zuza? - popatrzył na mnie.
        - Matko, jak ja cię dawno nie widziałam! - przytuliliśmy się.
        - Rany, zmieniłaś się. Od...ostatniego czasu...
        - Taak, ty też. Spoważniałeś.- zrobiło się niezręcznie - powiedz, co tutaj robisz? 
        - Mieszkam tu. Wróciłem do Polski na stałe.- posłał mi szczery uśmiech.
         - Naprawdę?- ucieszyłam się - To świetnie. Wiesz, muszę iść na dalsze zakupy. 
         - Tak się składa, że ja też po to tu przyszedłem. - zaśmiał się.
Takim oto sposobem spędziliśmy prawie cały dzień na przebieraniu się, bawieniu i kupowaniu ubrań. Bawiliśmy się tak samo jak za dawnych dobrych lat. Po wspólnych zakupach zaprosiłam go do siebie. Na początku nie chciał się zgodzić, ale potem jednak uległ. Oczywiście byliśmy głodni, więc zadzwoniliśmy do pizzerii. Za chwilę zaczęliśmy oglądać jakąś komedię, która rozbawiła nas do łez. Zresztą przy Niall' u nie trudno się śmiać, on każdego potrafi roześmiać. Cały wieczór spędziliśmy razem na śmianiu się, bawieniu, jedzeniu i rozmawianiu. Naprawdę brakowało mi go. Nawet Justin tego nie zmienił.
       - Niall, a tak właściwie, to gdzie mieszkasz?
       - Chodź - wstał i podszedł do okna - widzisz ten  blok? - złapał mnie za ramię
       - No widzę. -przeszył mnie lekki dreszczyk.
       - To tam. 
       - No, to będę mogła chodzić do ciebie po cukier. - zaśmiałam się. 
       - Wiesz, będę już spadać.
       - Dobrze pozwól, że cię odprowadzę. 
Rzeczywiście, zrobiło się dość późno. Kiedy tak sobie szliśmy wspominaliśmy dawne lata i śmialiśmy się, niestety nie trwało to długo, bo jego blok był zaraz obok mojego. Wreszcie doszliśmy do jego klatki i już miał się odwracać, ale łapałam go za nadgarstek i powiedziałam:
         - Dziękuję, że przypomniałeś mi, jak było kiedyś. - po czym pocałowałam go w policzek za co w myślach się skarciłam i poszłam w kierunku swojego mieszkania. "Dziewczyno, przecież ty masz Justin'a!"- mówiłam sobie w myślach, podczas gdy szłam skulona w swetrze. Nagle ktoś objął mnie od tyłu i pocałował w policzek. Nie kto inny jak Niall. Zrobiło mi się tak cieplej i...milej.

         Hm...tak właściwie, to co było między mną, a Niallerem? Miłość. Cholernie wielka i prawdziwa miłość. Co się stało? Otóż, jego rodzice nie mieli pieniędzy i nie mogli znaleźć dobrej pracy na polskim rynku, więc wyjechali za granicę, dokładnie do Niemiec. I tam pracę znaleźli, i tam żyli. Było to mniej więcej trzy lata temu. Byłam załamana. Miłość mojego życia mnie zostawiła. Nie miałam mu tego za złe, bo przecież to nie jego wina. Nas łączyła nie tylko miłość, ale też przyjaźń, byliśmy dla siebie po prostu stworzeni! I to właśnie z nim przeżyłam mój pierwszy raz. To były moje osiemnaste urodziny, kiedy wszyscy się bawili, a w domu nie było nikogo, prócz kamerdynera, kucharza i oczywiście bandy nastolatków poszliśmy do mojego pokoju na piętro i zamknęliśmy się na klucz, by nikt nas nie przyłapał. To było coś niezwykłego, jeszcze z nim. Heh..., a w drugiej klasie gimnazjum pierwszy raz się pocałowałam, też Niall'em. Cóż, jak już powiedziałam byliśmy dla siebie stworzeni, ale ten wyjazd wszystko zepsuł, już nie byliśmy razem. Związek na odległość nie wypalił. Potem na studiach poznałam Justin' a i zakochaliśmy się w sobie, niestety on sprowadził mnie na złą stronę i zaczęło się pijaństwo, narkotyki, imprezy. Do czasu byłam szczęśliwa, ale ostatnio zaczęło mnie to męczyć. Nie chciałam już przebywać w takim towarzystwie. Od tego momentu między mną a Jusem relacje pogorszyły się. Jemu w głowie tylko imprezy i Bóg wie co jeszcze, nie ma dla mnie czasu. Dla niego liczy się tylko wódka, maryśka i melanże. Dlatego tak miło i chętnie spędziłam dzień z Niall'em, brakuje mi troski i ciepła. Zwłaszcza, że mój ojciec ma mnie kompletnie gdzieś i cieszyłby się gdyby mnie nie było.


___________________________________________
   No i jak się podobało? Proszę komentujcie. 
           Pozdrawiam! <3
        

środa, 25 grudnia 2013

Rozdział 2

                      * Oczami Zuzanny *
   
        O rany, marzyłam o tym żeby jechać już do mieszkania. Niestety musiałam tam być jeszcze dziś i jutro. Wczorajszy dzień tak mi się dłużył. Czułam się jak dzikie zwierze w klatce. Jeszcze mój ojciec... cały czas robił mi na złość i ze mną rozmawiał. 
         Kiedy oglądałam bajki z małą zadzwonił mój chłopak.
         - Halo? 
         - Cześć, kochanie. Co dziś robisz, dasz radę się gdzieś wyrwać?
         - O hej, Justin. Myślę, że tak, a co proponujesz?
         - Hm... No nie wiem, może kino? 
         - Ok.
         - Przyjadę po ciebie o dwudziestej, pa.
         - Dobrze, cześć.
Po naszej krótkiej rozmowie poszłam do mojego taty i powiedziałam, że wychodzę oczywiście był problem.
         - Powiedziałem raz, nie będę się powtarzać. Mam tu spotkanie, ciebie też ma nie być, najlepiej do jutra, rozumiesz?
         - Jezu, nie możesz jej odwieść do babci?
         - Nie, nie mogę. Masz ją ze sobą zabrać.
         - Uuuuch! Dobra! - krzyknęłam i szybkim krokiem poszłam do pokoju Basi. Powiedziałam jej, że tata ma coś ważnego do załatwienia i muszę odwieść ją do babci, ale nie mogę jej zabrać ze sobą. Na początku chciała jechać z nami, na szczęście za chwilę ustąpiła i zgodziła się. Jestem pewna, że gdyby to ojciec jej o tym powiedział nie zgodziła by się i robiła sceny, a wtedy musiałabym ją ze sobą wziąć. 
         Za jakiś czas Justin przyjechał przed nasz dom, swoim srebrnym autem. Wyszedł z niego i zaczął iść w stronę domu. Kiedy zadzwonił dzwonek od razu poszłam otworzyć mu drzwi.
         - Cześć, kochanie. -pocałowałam go w policzek.
         - Cześć, dobry wieczór.- jego wzrok skierował się ku mojemu tacie.
         - A więc, to ty jesteś chłopakiem mojej córki. Gdzie ją zabierasz?- Jus przytaknął.
         - Do kina, proszę pana.
         - A potem?
         - A potem odwiozę ją do mieszkania, razem z Basią.- zakłopotał się.
         - Nie podoba mi się twój styl ubierania się i...
         - Dobrze! Chodźmy już, pa tato! - przerwałam mu i posłałam nie przyjemne spojrzenie. Jak zwykle musiał narobić mi wstydu. No przecież bez tego by się nie obyło.
          Gdy odwieźliśmy Basię do babci, tak jak planowaliśmy pojechaliśmy do kina. 
          - Na jaki film mnie zabierasz?
          - He, niespodzianka. - posłał cwany uśmiech.
Ech, Justin zawsze lubi robić mi niespodzianki, zupełnie jak...Em bilety były już zarezerwowane, więc bez kolejki wzięliśmy je, kupiliśmy sobie popcorn i dużą kolę oraz dwie słomki. Siedząc już na miejscach mój chłopak dopiero wtedy mi powiedział jaki film będziemy oglądać i dlaczego sala jest pusta. Otóż, wynajął ją tylko dla nas na dwie i pół godziny, abyśmy mieli chwilę dla siebie, a w tle miała lecieć jakaś komedia romantyczna. Hm, dobrze rozegrane. Dobrze wiedziałam o co mu chodzi. Jak chciał tak się stało. Na początku oglądaliśmy film przez jakąś godzinę, ale z racji tego, iż nam się znudził zaczęliśmy się bawić. Usiadłam krzesło dalej i mieliśmy trafić sobie popcornem do buzi. Za każdy trafiony był jeden całus w policzek. Zabawa trwała dopóki nie został się sam jeden popcorn' ik. Wtedy Justin złapał go do połowy w usta i chciał się nim ze mną 'podzielić'. Tzn. jeśli chciałam go dostać musiałam go pocałować. Tak też zrobiłam, a po tym jednym pocałunku posypało się ich więcej i więcej, aż w końcu zaczęliśmy się obściskiwać. Na tym koniec zabawy, bo brakło nam czasu. Dwie i pół godziny zleciały nam tak szybko...
         Kiedy byliśmy już w samochodzie przypomniałam sobie, że zostawiłam u ojca w domu ładowarkę do telefonu i poprosiłam Justina, żeby mnie tam podwiózł, oczywiście zgodził się. Gdy dojechaliśmy na miejsce w domu było pusto i poszłam do swojego pokoju, a to co w nim zobaczyłam było okropne. Tam był mój ojciec. Pozornie nic strasznego. Ale miał w rękach pamiętnik, mój pamiętnik, czytał go.
         - Co ty robisz?! - zapytałam wściekła.
         - Kiedy miałaś zamiar powiedzieć mi, że nie jesteś już dziewicą?!- wstał i zrobił się czerwony z wściekłości.
         - Jak możesz czytać mój pamiętnik?! To moja własność i nie powinieneś tego robić!!
         - O coś cię zapytałem!
         - Nigdy! A poza tym co cię to obchodzi! Miałam ci nie wchodzić w drogę i robić co chcę prawda?! Więc nie przeszkadzam i nie miej do mnie pretensji! - łzy napłynęły mi do oczu.
          - I kto to w ogóle jest ten Niall?! To z nim pierwszy raz się przespałaś! A poza tym ty ćpiesz i pijesz, nie tak cię wychowaliśmy!
          - My!? My?! Chyba chciałeś powiedzieć mama! Ty nigdy się mną nie interesowałeś zawsze miałeś mnie w dupie! I oddaj mi ten pamiętnik!
          - Jak śmiesz mówić tak do swojego ojca! - uderzył mnie w twarz. 
          - Oddaj go! - krzyczałam, ale nie dałam poznać po sobie bólu.
          - Masz!- rzucił go na podłogę- i nie chcę więcej cię tu widzieć, dziwko! 
W tym momencie popłakałam się, zabrałam moją własność i wybiegłam z tego ponurego domu. Płakałam nie dlatego, że mnie przezwał, nie dlatego, że mnie uderzył, ale dlatego, że było mi smutno i w ogóle go nie obchodziłam. Natomiast Justin zapytał co się stało, ale nie powiedziałam mu wszystkiego, on nie wiedział o Niall' u. 
          Gdy byłam  już w mieszkaniu, moja przyjaciółka od razu zapytała co mi się stało w twarz i dlaczego płaczę. Myślała, że to Justin mnie uderzył, to dlatego, że ona go wprost nienawidzi. Ale kiedy jej już wszystko opowiedziałam omal nie zemdlała, no cóż, taki jest mój ojciec. Przynajmniej nie muszę tam wracać.
     

          
          
    

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział 1

                          * Oczami Zuzanny *
     
      Kolejna noc. Kolejna impreza. Kolejny dzień w kiblu. Tak, to właśnie ja i moje życie studentki. Mam wszystko czego mi potrzeba. Przystojnego chłopaka, pieniądze, przyjaciółkę i własne mieszkanie. Hm właściwie nie jestem już studentką. Wyrzucili mnie, bo nie uczęszczałam na zajęcia. Trudno, nie ja za to płaciłam, mój ojciec. A no właśnie, może coś o mojej rodzinie. Otóż, mam siedmioletnią siostrę Basię, ojca Tomasza, a mama zmarła po urodzeniu małej. Wiedzieliśmy, że to się tak skończy. Mama miała wybór, albo usunąć ciążę i żyć, albo urodzić i umrzeć. Była wspaniałą kobietą, zawsze chciała dla nas jak najlepiej, a tata? On tylko zarabiał pieniądze i udawał rodzinnego. Dobrze wiedział jak żyję i co robię, ale nie przejmował się tym. Obchodziła go tylko ta jego niunia. Jeju jak ja jej nienawidzę! Znalazł pierwszą lepszą laskę pod latarnią i wydaję na nią kasę, to chore. Jest bez mózgiem totalnym. Na Basię też nie zwraca uwagi. Kiedy przyśni jej się coś złego dzwoni do mnie, ale nie pójdzie do kochanego tatusia, bo on zawsze ją wygania. Pamiętam, że jak miała sześć lat nakryła ich kiedy 'to' robili. Mówiła mi, że słyszała dziwne dźwięki i się bała, ale nic mu nie mówiła, bo nie chciała, by na nią nakrzyczał. Zawsze przychodziła do mnie, ale gdy się wyprowadziłam stała się zupełnie inną dziewczynką. Słucha tylko mnie, a na ojca prawie nie zwraca uwagi. To w sumie tak jak on na mnie, powiedział mi kiedyś, że skoro się wyprowadziłam to mogę robić co chcę, on da mi na to pieniądze, bylebym mu nie stawała na drodze. Tak, więc robię wszystko co mi się żywnie podoba. 
      Pewnego dnia Basia zaprosiła mnie do siebie na kilka dni. O dziwno tata nie miał nic przeciwko.
      - Cześć, Zuziu! - przywitała się.
      - Cześć, mała! - dałam jej całusa w czoło.
      - Dzień dobry, córko.- usłyszałam z salonu.
      - Dzień dobry, tato...
      - Jak tam twoje studia? Ach no tak, zapomniałem.- uśmiechnął się drwiąco.
      - Jak tam u twojej partnerki, Natalii? 
      - U mnie wszystko dobrze.Dzięki, że pytasz. - usłyszałam jej ździrowaty głos, który szedł w naszą stronę. "O nie, błagam." 
Już czułam tą cudowną sztuczną atmosferę przy obiedzie, ale ona jest na tyle głupia, że nie będzie wiedzieć, iż między mną i moim ojcem lecą same drwiny. Właściwie, to dobrze. Kiedy kamerdyner podał obiad wszyscy usiedliśmy i zaczęliśmy jeść. Było nie przyjemnie cicho, za cicho. Ktoś musiał przerwać tą ciszę, był to nie kto inny jak tatuś.
       - No to może pochwalisz się nam, co robisz? No, bo wiesz skoro na studiach ci się nie powiodło.
       - Spotykam się z przyjaciółmi i chłopakiem.
       - O, a co robisz z chłopakiem, kiedy się spotykacie? 
       - Chodzimy do kina.
       - Mhm. I? Tylko kino? 
       - Nie, są jeszcze domówki i kluby. 
Już mnie zaczął brać pod włos. O czym on myśli? O tym, że jestem taka puszczalska jak jego dziunia? Chyba chciał usłyszeć, że puszczam się na prawo i lewo z kim popadnie. Nie, taka nie jestem. Moje jedyne minusy to alkohol, narkotyki i imprezy. Zawdzięczam to mojemu chłopakowi. On mnie w to wciągną, ale cieszę się. Kiedy jestem na haju wszystkie problemy znikają i jestem wtedy tylko ja i moje różowe jednorożce srające tęczą. A kiedy dołożę do tego alko, wtedy to ja rzygam tęczą. 


___________________________________________


 Ka boom! Mamy pierwszy rozdział, piszcie jak się podobało <3