sobota, 24 maja 2014

Rozdział 11

                                  *Oczami Zuzanny*

           Rano obudził nas przeraźliwy krzyk małego dziecka. Obydwoje otworzyliśmy szeroko oczy patrząc na siebie ze zgrozą, jedno przeleciało nam przez głowę "Darcy". Szybko wstaliśmy i poszliśmy w kierunku hałasu. Okazało się, że mała wstała od nas wcześniej i sprytnie włączyła sobie telewizor, przełączając na swój ulubiony program. Ten pisk, który słyszeliśmy, był piskiem radości jaką wywołała kreskówka. Myślę, że i mnie, i Harry'emu na sekundę stanęło serce.
           Mój narzeczony oglądał ze swoją córką bajki, a ja poszłam do kuchni, aby przygotować śniadanie. Wtedy zrobiłam nam kolorowe kanapki, które szybko zniknęły z talerzy.  Potem wybraliśmy się na spacer jak co sobota. W parku na placu zabaw, było bardzo słonecznie, wręcz upalnie. Trochę źle się poczułam, ale pomyślałam, że to wina temperatury. Przed oczami mignęły mi kolorowe plamy i nagła ciemność.

                                    *Oczami Harry'ego*

           Kiedy Dar bawiła się z innymi dziećmi, a ja stałem obok, obróciłem się i zobaczyłem, że Zuzia leży na ziemi. W sekundzie do niej podbiegłem, ani drgnęła. Serce niemiłosiernie zaczęło mi walić, jakby chciało wyskoczyć. Zaraz wokół nas zebrała się garstka ludzi, kazałem pierwszej lepszej osobie zadzwonić po karetkę. Na szczęście nie musieliśmy długo czekać. W tym czasie wziąłem ją na ręce i patrzyłem z przerażeniem. Gdy ambulans był już na miejscu wzięli ją na nosze, a mnie i Darcy pozwolili wejść do środka. Wtedy puściły mi nerwy i zacząłem płakać, mała też była przestraszona, nie wiedziała co się dzieje. 
            Będąc już na pogotowiu o wszystko mnie wypytali, a w tym czasie zabrano ją do sali, gdzie odbyły się wszystkie badania. Siedzieliśmy przed salą, kiedy nasza córka w końcu zapytała:
- Tato, co się dzieje z mamą? - złapała mnie z kolana
- Mama źle się poczuła, ale pan doktor się nią zajmie. Nie bój się. - powiedziałem.
Chociaż tak naprawdę sam się bałem, ale w chwili, kiedy Darcy powiedziała "mama", zrobiło mi się lepiej i... poczułem się jakbym miał wreszcie prawdziwą rodzinę. Nagle wyszły wszystkie pielęgniarki  i doktor, zerwałem się i od razu zapytałem co z nią jest.
- Pańska narzeczona, panie Styles ma objawy podobne do guza mózgu, który teraz zaczął dawać siwe znaki, ale jest też dobra wiadomość. Jest bardzo mały i łatwo będzie go usunąć. Najważniejsze to być dobrej myśli. Jeśli chce pan się dowiedzieć więcej na temat usunięcia guza, proszę przyjść do recepcji, stamtąd pana zaprowadzą do mojego gabinetu, a teraz może pan wejść. 
"guz mózgu" te dwa słowa sprawiły, że moje kolana były jak z waty. Wszedłem do sali wraz z małą, ona leżała jakby spała. Na początku miałem najgorsze przeczucia i myśli, ale nie pomyślałem o raku. 
             Kiedy trochę ochłonąłem, zadzwoniłem do moich rodziców i jej ojca - przecież musieli wiedzieć. Najpierw przyjechał jej tata no i oczywiście zaraz zapytał co się stało, powiedziałem co i jak, aż usiał. Nie dziwię mu się, ja sam prawie zemdlałem. Za parę minut byli moi rodzice, byli zdenerwowani chociaż nie wiedzieli, że Zuzia to moja narzeczona, kiedy powiedziałem im o co chodzi moja mama zdenerwowała się jeszcze bardziej. Pomyślałem, że to dobry moment, by im powiedzieć, iż planujemy niedługo wziąć ślub, gdyby nie daj Boże działo się z nią coś złego. Tak też zrobiłem, wszyscy byli zdziwieni, mam nadzieje, że pozytywnie.
- No tak, teraz rozumiem czemu nas tutaj wezwałeś - powiedziała moja mama.
- Przepraszam, że dowiadujecie się o tym w takich okolicznościach, ale chyba mnie rozumiecie, pan oczywiście też -zwróciłem się do ojca mojej narzeczonej.
- Mów mi na "ty", wkrótce będziesz mężem mojej córki - uśmiechnął się miło podając mi rękę. Wszyscy byliśmy przy niej długo, niestety nie ocknęła się. Moi rodzice już pojechali, natomiast ja i mój przyszły teść wciąż przy niej czuwaliśmy. 
- Może jedź już do domu, ja tu zostanę ? - po chwili zapytał.
- No nie wiem, martwię się 
- A ja nie? Mówię ci, jedź. Zresztą popatrz na swoją córkę, śpi na twoich kolanach, już późno - namawiał mnie.
W końcu się zgodziłem, miał rację powinienem więcej uwagi poświęcać Darcy i mniej myśleć o sobie.
                  Gdy byliśmy już w domu przebrałem Dar w pidżamkę i położyłem do łóżka pod kołdrę. Ja w tym czasie poszedłem wziąć prysznic, potem położyłem się obok mojej córeczki. "tej nocy chyba nie zasnę" - pomyślałem.

                                * Oczami Zuzanny *

                   Otwierając powoli oczy oślepiała mnie biel. Ja znałam tą biel..."o nie" - przeleciało po mojej głowie. Wtedy sobie przypomniałam, że ta biel kojarzy mi się z wypadkiem i śmiercią Niall'a. Zdenerwowałam się i szybko rozejrzałam dookoła, w sali był tylko mój tata. 
- Co się stało? - zapytałam be znamysłu.
- Obudziłaś się! - przytulił mnie.
- Tak, a Harry? Gdzie on jest?
- Spokojnie jest w domu, wczoraj w nocy kazałem mu jechać, bo o już prawie spał na stojąco.
Najważniejsza była tylko wiadomość, że Harry'emu nic nie jest. Nie zniosłabym wieści o tym, że mu się coś stało, ale kiedy tata powiedział mi co się stało muszę przyznać, że zaczęłam się trochę obawiać, bo przecież omdlenia nie dzieją się z niczego. No cóż, zobaczymy co powie lekarz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz